Tabela jest pokryta! (Bracia Grimm)

Bajki autorskie, Bajki Braci Grimm356

Był sobie kiedyś krawiec, który miał trzech synów i tylko jedną kozę. Ale ponieważ koza nakarmiła wszystkich swoim mlekiem, musiała mieć dobre jedzenie i być codziennie zabierana na pastwisko. Synowie więc zrobili to po kolei. Pewnego razu najstarsza zabrała ją na cmentarz, gdzie można było znaleźć najlepsze zioła, i pozwoliła jej tam jeść i biegać. W nocy, gdy nadszedł czas powrotu do domu, zapytał: „Kozie, czy masz już dość?” Koza odpowiedziała:

"Zjadłem tak dużo,

ani jednego liścia więcej dotknę, meh! meh!"

– W takim razie chodź do domu – powiedział młodzieniec, chwycił ją za sznurek na szyi, zaprowadził do stajni i mocno związał. – No – rzekł stary krawiec – czy koza miała tyle jedzenia, ile powinna? – "Och," odpowiedział syn, "tyle zjadła, ani jednego listka więcej dotknie." Ale ojciec chciał się zadowolić i zszedł do stajni, pogłaskał kochane zwierzę i zapytał: "Kozie, czy jesteś zadowolony?" Koza odpowiedziała:

„Z czego miałbym być zadowolony? Skakałem

między grobami,

I nie znalazłem jedzenia, więc poszedłem bez, meh! meh!”

"Co słyszę?" zawołał krawiec, pobiegł na górę i rzekł do młodzieńca: „Hollo, kłamco, powiedziałeś, że koza miała dość i pozwoliłaś jej głodować!” w gniewie zdjął z muru miarkę i wygonił go ciosami.

Następnego dnia przyszła kolej na drugiego syna, który szukał miejsca w ogrodzeniu ogrodu, gdzie rosło tylko dobre zioła, a koza oczyściła je wszystkie.

W nocy, gdy chciał wrócić do domu, zapytał: „Kozie, czy jesteś zadowolony?” Koza odpowiedziała:

"Zjadłem tak dużo,

ani jednego liścia więcej dotknę, meh! meh!"

"Więc chodź do domu," powiedział młodzieniec, zaprowadził ją do domu i związał w stajni. – No – rzekł stary krawiec – czy koza miała tyle jedzenia, ile powinna? – "Och," odpowiedział syn, "tyle zjadła, ani jednego listka więcej dotknie." Krawiec nie chciał na tym polegać, ale zszedł do stajni i powiedział: "Kozie, czy masz już dość?" Koza odpowiedziała:

„Z czego miałbym być zadowolony? Skakałem

między grobami,

I nie znalazłem jedzenia, więc poszedłem bez, meh! meh!”

„Bezbożny nędznik!” zawołał krawiec, "żeby tak dobre zwierzę głodowało" i podbiegł i wygnał młodzieńca z drzwi miarą podwórkową.

Teraz przyszła kolej na trzeciego syna, który chciał zrobić to dobrze, odszukał kilka krzaków z najdelikatniejszymi liśćmi i pozwolił kozie je pożreć. Wieczorem, gdy chciał wrócić do domu, zapytał: „Kozie, czy masz już dość?” Koza odpowiedziała:

"Zjadłem tak dużo,

ani jednego liścia więcej dotknę, meh! meh!"

– W takim razie chodź do domu – powiedział młodzieniec, zaprowadził ją do stajni i związał. – No – powiedział stary krawiec – czy koza miała odpowiednią ilość jedzenia? – "Tyle zjadła, ani jednego liścia więcej dotknie." Krawiec nie dowierzał, ale zszedł na dół i zapytał: "Kozie, czy masz już dość?" Zła bestia odpowiedziała:

„Z czego miałbym być zadowolony? Skakałem

między grobami,

I nie znalazłem liści, więc poszedłem bez, meh! meh!”

„Och, potomstwo kłamców!” – zawołał krawiec – każdy tak samo zły i tak samo zły i zapominający o swoich obowiązkach! Nie zrobisz ze mnie głupca! zmierzyć, że wyskoczył z domu.

Stary krawiec został sam ze swoją kozą. Następnego ranka zszedł do stajni, pogłaskał kozę i powiedział: „Chodź, moje kochane zwierzątko, zabiorę cię, żebyś się nakarmił”. Wziął ją za sznur i zaprowadził do zielonych żywopłotów, wśród krwawników i wszystkiego, co lubią kozy. „Tam możesz choć raz najeść się do syta“, powiedział do niej i pozwolił jej skubać aż do wieczora. Potem zapytał: "Kozie, czy jesteś zadowolony?" Odpowiedziała,

"Zjadłem tak dużo,

ani jednego liścia więcej dotknę, meh! meh!"

– W takim razie chodź do domu – powiedział krawiec, zaprowadził ją do stajni i związał. Kiedy odchodził, odwrócił się ponownie i powiedział: „Czy choć raz jesteś zadowolony?” Ale koza nie zachowywała się wobec niego lepiej i płakała:

„Z czego miałbym być zadowolony? Skakałem

między grobami,

I nie znalazłem liści, więc poszedłem bez, meh! meh!”

Kiedy krawiec to usłyszał, był wstrząśnięty i zobaczył wyraźnie, że bez powodu wygnał swoich trzech synów. "Czekaj, niewdzięczna istoto," zawołał, "nie wystarczy cię wypędzić, oznaczę cię tak, abyś nie odważył się już pokazywać wśród uczciwych krawców." W wielkim pośpiechu pobiegł na górę, wziął brzytwę, namydlił głowę kozy i ogolił ją tak czysto jak dłoń. A ponieważ miara byłaby dla niej za dobra, przyniósł bicz i tak ją naciął, że uciekła w gwałtownym pośpiechu.

Kiedy krawiec został w ten sposób sam w swoim domu, popadł w wielki smutek i chętnie miałby swoich synów z powrotem, ale nikt nie wiedział, dokąd poszli. Najstarszy rozpoczął naukę u stolarza i uczył się pilnie i niestrudzenie, a kiedy przyszedł czas na podróż, jego pan podarował mu mały stolik, który nie miał żadnego szczególnego wyglądu i był zrobiony z pospolitego drewna, ale miał jedna dobra nieruchomość; jeśli ktoś go rozstawił i powiedział: „Mały stolik, rozłóż się”, ten dobry stolik był od razu przykryty czystą szmatką, a obok niego znajdował się talerz, a obok niego nóż i widelec oraz naczynia z gotowanym mięsem i pieczonych mięs, ile było miejsca, i wielki kieliszek czerwonego wina świecił tak, że radowało serce. Młody czeladnik pomyślał: "Nie," odpowiedział stolarz, "Nie wyjmę tych kilku kęsów z twoich ust, raczej będziesz moimi gośćmi." Śmiali się i myśleli, że żartuje z nich; on jednak postawił swój drewniany stół na środku pokoju i powiedział: „Mały stolik, przykryj się”. Natychmiast pokryło się jedzeniem, tak dobrym, że gospodarz nigdy by go nie zdobył, a jego zapach przyjemnie unosił się w nozdrzach gości. „Wpadnijcie, drodzy przyjaciele”, powiedział stolarz; a goście, widząc, że ma na myśli, nie musieli być dwukrotnie pytani, ale zbliżyli się, wyciągnęli noże i zaatakowali dzielnie. A najbardziej zaskoczyło ich to, że kiedy naczynie opróżniło się, pełne miejsce natychmiast samo z siebie zajęło. Karczmarz stał w kącie i obserwował sprawę; w ogóle nie wiedział, co powiedzieć, ale pomyślał: „Z łatwością mógłbyś znaleźć zastosowanie dla takiego kucharza jak ten w twojej kuchni”. Stolarz i jego towarzysze weselili się do późnej nocy; w końcu położyli się spać, a młody uczeń również poszedł spać i postawił swój magiczny stół pod ścianą. Jednak myśli gospodarza nie pozwalają mu odpocząć; przyszło mu do głowy, że w jego tartaku jest mały stary stolik, który wyglądał zupełnie jak u ucznia, więc wyciągnął go dość cicho i zamienił na stół z życzeniami. Następnego ranka stolarz zapłacił za łóżko, zajął stół, nie myśląc, że dostał fałszywy, i poszedł swoją drogą. W południe dotarł do ojca, który przyjął go z wielką radością. "No, mój drogi synu, czego się nauczyłeś?" powiedział do niego. "Ojciec, Zostałem stolarzem." – "Dobry zawód", odpowiedział starzec, "ale co przywiozłeś ze sobą z praktyki?" – "Ojcze, najlepszą rzeczą, jaką przywiozłem ze sobą, jest to stół”. Krawiec obejrzał go ze wszystkich stron i powiedział: „Nie zrobiłeś arcydzieła, kiedy oszalał; to zły stary stół." – "Ale to jest stół, który sam się zastawia", odpowiedział syn. "Kiedy go nastawiam i każę się nakryć, stoją na nim najpiękniejsze naczynia, a także wino , co raduje serce. Wystarczy zaprosić wszystkich naszych krewnych i przyjaciół, choć raz odświeżą się i dobrze się bawią, bo stół da im wszystko, czego potrzebują”. Gdy towarzystwo się zebrało, postawił swój stół na środku pokoju i powiedział: „Mały stolik ,

Drugi syn poszedł do młynarza i rozpoczął u niego praktykę. Kiedy jego lata się skończyły, mistrz powiedział: „Ponieważ tak dobrze się zachowywałeś, dam ci osła szczególnego rodzaju, który ani nie ciągnie wozu, ani nie nosi worka”. – "W takim razie do czego on służy?" zapytał młody praktykant. – Wypuszcza złoto z ust – odpowiedział młynarz. „Jeżeli posadzisz go na obrusie i powiesz „Bricklebrit”, to dobre zwierzę rzuci ci złote monety”. – "Dobrze," powiedział uczeń, podziękował mistrzowi i wyszedł w świat. Kiedy potrzebował złota, musiał tylko powiedzieć „Bricklebrit” do swojego tyłka, a spadł deszcz kawałków złota, a on nie miał nic do roboty, jak tylko zbierać je z ziemi. Gdziekolwiek poszedł, najlepsze ze wszystkiego było dla niego wystarczająco dobre, a im droższy, tym lepiej, bo zawsze miał pełną sakiewkę. Kiedy od jakiegoś czasu rozglądał się po świecie, pomyślał: „Musisz szukać swego ojca; jeśli pójdziesz do niego ze złotym osłem, zapomni o swoim gniewie i przyjmie cię dobrze”. Zdarzyło się, że trafił do tego samego pubu, w którym wymieniono stół jego brata. Prowadził swój tyłek za uzdę, a gospodarz już miał odebrać mu zwierzę i związać go, ale młody uczeń powiedział: „Nie kłopocz się, zabiorę mojego siwego konia do stajni i zwiążę go ja też się podniosłem, bo muszę wiedzieć, gdzie on stoi. Gospodarzowi wydało się to dziwne i pomyślał, że człowiek, który jest zmuszony sam dbać o swój tyłek, nie może mieć wiele do wydania; ale gdy nieznajomy włożył rękę do kieszeni i wyciągnął dwie sztuki złota, i powiedział, że ma zapewnić mu coś dobrego, gospodarz otworzył szeroko oczy, pobiegł i szukał tego, co mógł najlepiej zebrać. Po obiedzie gość zapytał, co jest mu winien. Gospodarz nie widział, dlaczego nie miałby podwoić rachunku, i powiedział, że uczeń musi dać jeszcze dwie sztuki złota. Sięgnął do kieszeni, ale jego złoto właśnie się kończyło. „Poczekaj chwilę, panie gospodarzu”, powiedział, „Pójdę po trochę pieniędzy”. ale obrus zabrał ze sobą. Gospodarz nie mógł sobie wyobrazić, co to może oznaczać, i będąc ciekawy, skradł się za nim, a gdy gość zaryglował drzwi stajni, zajrzał przez dziurę pozostawioną przez sęk w drewnie. Nieznajomy rozłożył płótno pod zwierzęciem i zawołał „Bricklebrit”, a bestia natychmiast zaczęła wypuszczać kawałki złota, tak że sprawiedliwie spadł deszcz pieniędzy na ziemię. " Ech, moje słowo – powiedział gospodarz – dukaty są tam szybko ukute! Taka sakiewka nie jest błędem. Gość zapłacił swój wynik i poszedł spać, ale w nocy gospodarz wkradł się do stajni, wyprowadził mistrza mennicy i związał na jego miejscu innego osła. Wcześnie rano następnego ranka uczeń odjechał ze swoim osłem i myślał, że ma swojego złotego osła. W południe dotarł do ojca, który ucieszył się, że go znowu widzi, iz radością go przyjął. mój synu?" zapytał starzec. "Młynarz", drogi ojcze, odpowiedział. "Co przywiozłeś ze sobą z podróży?" – "Nic innego prócz osła." – "Tu jest dość osłów, "powiedział ojciec, "wolałbym mieć dobrą kozę." – "Tak", odpowiedział syn, " ale to nie jest zwykły osioł, ale złoty osioł, kiedy mówię „Bricklebrit”, dobra bestia otwiera paszczę i upuszcza cały arkusz złotych kawałków. Przywołaj tu wszystkie nasze krewne, a uczynię z nich bogatych." – "Dobrze mi to odpowiada", powiedział krawiec, "bo wtedy nie będę musiał się już męczyć igłą" i sam wybiegł i zwołał wszystkich krewnych. Jak tylko się zebrali, młynarz kazał im się rozstąpić, rozłożył swe ubranie i wprowadził osła do pokoju. spadły kawałki złota i było jasne, że zwierzę nie zna się na sztuce, bo każdy osioł nie osiąga takiej doskonałości. Wtedy biedny młynarz wykrzywił się, zobaczył, że został zdradzony, i błagał krewnych o przebaczenie, którzy wracali do domu tak biedni, jak przyszli. Nie było na to rady, starzec jeszcze raz musiał go zanieść do igły, a młodzieniec zatrudnił się u młynarza.

Trzeci brat uczył się u tokarza, a ponieważ jest to wykwalifikowana robota, uczył się najdłużej. Jednak jego bracia powiedzieli mu w liście, jak źle się z nimi stało i jak karczmarz oszukał ich w kwestii pięknych prezentów życzeń ostatniego wieczoru, zanim dotarli do domu. Kiedy tokarz odsłużył swój czas i musiał wyruszyć w podróż, ponieważ tak dobrze się zachowywał, jego pan dał mu worek i powiedział: „Jest w nim pałka”. – "Mogę założyć worek," powiedział, "i może mi się to dobrze przysłuży, ale po co ma w nim być pałka? To tylko sprawia, że ​​jest ciężki." – „Powiem ci dlaczego”, odpowiedział mistrz; „Jeżeli kto cię skrzywdził, powiedz tylko: „Z worka, kiju!” a pałka wyskoczy między ludzi i zatańczy im na plecach taki taniec, że przez tydzień nie będą mogli się ruszyć ani ruszyć, i nie przestanie, dopóki nie powiesz: „Do worka, kiju!” Uczeń podziękował mu i założył worek na plecy, a gdy ktoś podszedł do niego zbyt blisko i chciał go zaatakować, powiedział: „Z worka, Paczule!”. i natychmiast pałka wyskoczyła i odkurzyła płaszcz lub kurtkę jednego po drugim na ich plecy, i nigdy się nie zatrzymała, dopóki nie zdjęła ich z nich, a zrobiono to tak szybko, że zanim ktokolwiek się zorientował, była już jego własna kolej. Wieczorem młody tokarz dotarł do karczmy, w której oszukano jego braci. Położył swój worek na stole przed sobą i zaczął opowiadać o wszystkich cudownych rzeczach, które widział na świecie. "Tak," – powiedział – ludzie mogą łatwo znaleźć stół, który się zakryje, złoty osioł i tego rodzaju rzeczy – bardzo dobre rzeczy, którymi bynajmniej nie pogardzam – ale to nic w porównaniu ze skarbem, który mam. wygrałem dla siebie i noszę się tam ze mną w worku." Karczmarz nadstawił uszu: „Co to może być, u licha?” myślał on; „Worek musi być wypełniony tylko klejnotami; ja też powinienem je kupić tanio, bo wszystkie dobre rzeczy chodzą po trzy”. Gdy nadszedł czas snu, gość wyciągnął się na ławce i położył pod sobą swój worek jako poduszkę. Kiedy właściciel gospody sądził, że gość śpi głęboko, podszedł do niego, delikatnie i ostrożnie pchał i ciągnął worek, aby zobaczyć, czy zdoła go wyciągnąć i położyć na jego miejscu inny. Tokarz miał, jednak czekał na to od dawna, a teraz, gdy karczmarz miał już mocno pociągnąć, zawołał: „Z worka, Paczule!” Mała pałka natychmiast wyskoczyła, spadła na karczmarza i smagała go łoskotem. Gospodarz wołał o litość; ale im głośniej płakał, tym mocniej pałka uderzała mu w plecy, aż w końcu upadł na ziemię wyczerpany. Wtedy tokarz powiedział: „Jeśli nie oddasz stołu, który się nakrywa, i złotego osła, taniec zacznie się od nowa”. – "O nie," zawołał pokornie gospodarz, "Chętnie wszystko wyprodukuję, tylko sprawię, że przeklęty kobold wślizgnie się z powrotem do worka." Wtedy uczeń powiedział: „Pozwolę, aby miłosierdzie zajęło miejsce sprawiedliwości, ale strzeż się, aby znowu wpaść w psoty!” Więc zawołał: "

Następnego ranka tokarz wrócił do domu do ojca ze stołem życzeń i złotym osłem. Krawiec ucieszył się, gdy go ponownie zobaczył i zapytał go również, czego nauczył się w obcych częściach. „Drogi ojcze”, powiedział, „Stałem się tokarzem”. – "Wykwalifikowany rzemiosło" – powiedział ojciec. – Co przywiozłeś ze sobą z podróży? – "Cenna rzecz, drogi ojcze," odpowiedział syn, "pałka w worku". – "Co!" zawołał ojciec, "pałką! Zaprawdę, to jest warte twojego trudu! Z każdego drzewa możesz sobie ściąć jedno." – "Ale nie taki, drogi ojcze. Jeśli powiem: 'Z worka, Paczule!' pałka wyskakuje i każdego, kto chce ze mną źle, prowadzi do znużonego tańca i nie przestaje, dopóki nie położy się na ziemi i nie pomodli o piękną pogodę. Spójrz, tą pałką odzyskałem stół z życzeniami i złoty osioł, który złodziejski karczmarz zabrał moim braciom. Teraz niech oboje zostaną posłani i zaproś wszystkich naszych krewnych. Dam im jeść i pić, a ich kieszenie napełnię złotem na tę okazję. Stary krawiec nie do końca wierzył, ale mimo to zebrał krewnych. Potem tokarz rozłożył obrus w pokoju i poprowadził do złoty osioł i rzekł do swojego brata: „Teraz, drogi bracie, mów do niego". Młynarz rzekł: „Bricklebrit" i natychmiast kawałki złota spadły na płótno jak burza, a osioł nie spadł. zatrzymaj się, aż każdy z nich będzie miał tyle, że nie będzie mógł więcej unieść. (Widzę po twojej twarzy, że ty też chciałbyś tam być). Wtedy tokarz przyniósł stolik i powiedział:

Co się jednak stało z kozłem, który był winien krawca wypędzenia jego trzech synów? To ci powiem. Wstydziła się, że ma łysą głowę, pobiegła do lisiej nory i zakradła się do niej. Kiedy lis wrócił do domu, napotkał dwoje wielkich oczu świecących z ciemności, był przerażony i uciekł. Spotkał go niedźwiedź, a ponieważ lis wyglądał na dość zaniepokojonego, powiedział: „Co się z tobą dzieje, bracie Lisie, dlaczego tak wyglądasz?”. – „Ach”, odpowiedział Czerwonoskóry, „zaciekła bestia jest w mojej jaskini i patrzyła na mnie ognistymi oczami”. – „Wkrótce go wypędzimy”, powiedział niedźwiedź i poszedł z nim do jaskini i zajrzał do środka, ale gdy ujrzał ogniste oczy, ogarnął go strach; nie chciał mieć nic wspólnego z rozwścieczoną bestią i stanął na nogi. Pszczoła go spotkała, a gdy zobaczyła, że ​​jest niespokojny, rzekła: „Niedźwiedź, naprawdę rysujesz bardzo żałosną minę; co się stało z całą twoją wesołością?” – "Bardzo dobrze, że rozmawiasz," odpowiedział niedźwiedź, "wściekła bestia z wytrzeszczonymi oczami jest w domu Czerwonoskórego i nie możemy go wypędzić." Pszczoła powiedziała: „Niedźwiedź, żal mi cię, jestem biedną, słabą istotą, na którą nie chciałbyś patrzeć, ale mimo to wierzę, że mogę ci pomóc”. Wleciała do jaskini lisa, oświetliła gładko ostrzyżoną głowę kozy i ukąsiła ją tak gwałtownie, że zerwała się, krzycząc „Meh, meh” i pobiegła w świat jak szalona, ​​a do tej godziny nikt wie, dokąd poszła. – "Bardzo dobrze, że rozmawiasz," odpowiedział niedźwiedź, "wściekła bestia z wytrzeszczonymi oczami jest w domu Czerwonoskórego i nie możemy go wypędzić." Pszczoła powiedziała: „Niedźwiedź, żal mi cię, jestem biedną, słabą istotą, na którą nie chciałbyś patrzeć, ale mimo to wierzę, że mogę ci pomóc”. Wleciała do jaskini lisa, oświetliła gładko ostrzyżoną głowę kozy i ukąsiła ją tak gwałtownie, że zerwała się, krzycząc „Meh, meh” i pobiegła w świat jak szalona, ​​a do tej godziny nikt wie, dokąd poszła. – "Bardzo dobrze, że rozmawiasz," odpowiedział niedźwiedź, "wściekła bestia z wytrzeszczonymi oczami jest w domu Czerwonoskórego i nie możemy go wypędzić." Pszczoła powiedziała: „Niedźwiedź, żal mi cię, jestem biedną, słabą istotą, na którą nie chciałbyś patrzeć, ale mimo to wierzę, że mogę ci pomóc”. Wleciała do jaskini lisa, oświetliła gładko ostrzyżoną głowę kozy i ukąsiła ją tak gwałtownie, że zerwała się, krzycząc „Meh, meh” i pobiegła w świat jak szalona, ​​a do tej godziny nikt wie, dokąd poszła.

Zostaw komentarz!

Komentarz zostanie opublikowany po weryfikacji

Możesz zalogować się za pomocą swojej nazwy użytkownika lub zarejestrować się na stronie.